Brak wsparcia dla W10?

Program LeoShell nie będzie rozwijany dla systemu Windows 10. Program LeoShell nie będzie rozwijany również dla następcy tego systemu operacyjnego (np. Windows 11), jeżeli firma Microsoft nie zagwarantuje w umowie licencyjnej i polityce prywatności, że nie będzie zbierać danych osobowych i prywatnych plików użytkowników.

Dlaczego nie ma wsparcia dla nowego systemu operacyjnego?

Brak wsparcia dla systemu operacyjnego Windows 10 wynika ze szkodliwych dla użytkownika zapisów umowy licencyjnej systemu operacyjnego Windows 10. Umowa ta powołuje się na politykę prywatności Microsoft (aka.ms/privacy).

W Polityce prywatności, po przejściu do kategorii «Reasons We Share Personal Data» i kliknięciu «Learn more» można przeczytać:
«Finally, we will access, disclose and preserve personal data, including your content (such as the content of your emails, other private communications or files in private folders), when we have a good faith belief that doing so is necessary to:

 * comply with applicable law or respond to valid legal process, including from law enforcement or other government agencies;

 * protect our customers, for example to prevent spam or attempts to defraud users of the services, or to help prevent the loss of life or serious injury of anyone;

 * operate and maintain the security of our services, including to prevent or stop an attack on our computer systems or networks; or

 * protect the rights or property of Microsoft, including enforcing the terms governing the use of the services – however, if we receive information indicating that someone is using our services to traffic in stolen intellectual or physical property of Microsoft, we will not inspect a customer's private content ourselves, but we may refer the matter to law enforcement.

Please note that some of our services include links to services of third parties whose privacy practices differ from Microsoft's. If you provide personal data to any of those services, your data is governed by their privacy statements.»

W prostym tłumaczeniu na język polski oznacza to, że firma Microsoft zastrzega sobie – jeżeli uzna to za stosowne – przesłanie na swoje komputery każdego naszego pliku, w tym pliki zawierające dane osobowe, dane wrażliwe, strategiczne dane firmowe, informacje prywatne, zdjęcia, maile, zasłaniając się przepisami o własności intelektualnej, możliwym łamaniem prawa przez użytkowników.

Jak wiadomo nie istnieje sposób na sprawdzenie co później z tymi plikami się stanie, ponieważ w dobie dzisiejszej technologii (w tym dziur bezpieczeństwa) nie można z pewnością 100-procentową zagwarantować, że te dane nie dostaną się w trzecie ręce (wraz z upublicznieniem łącznie – czego użytkownik mógłby sobie nie życzyć). Udowodnienie faktu, czy pliki zostały wykradzione z komputera ofiary czy z komputerów producenta systemu Windows 10 jest praktycznie niemożliwe – a co za tym idzie, również dochodzenie swoich praw w sądzie.
Więcej informacji w tym temacie jest na WP.

Firma odpowiadająca za rozwój systemu operacyjnego Windows, według relacji Wirtualnej Polski, przyznała się, że ingeruje w prywatność użytkowników wbrew ich woli (bez zgody i wiedzy). Do tego sposób traktowania użytkownika (cytat: «To my jesteśmy właścicielami Windowsa 10. Możemy z nim robić, co chcemy») woła aż o litość, tym bardziej, że to jest system płatny. Zastanów się dobrze, czy chcesz używać dalej tego systemu operacyjnego przy takim potraktowaniu użytkowników.

Poza tym, dlaczego mamy się godzić na przesyłanie przez system operacyjny naszych danych osobowych, skoro zapłaciliśmy za niego z własnej kieszeni? Przecież nasz komputer to nasza prywatna sprawa.

Z uwagi na powyższe, ja jako autorka oprogramowania LeoShell nie zamierzam uczestniczyć w zabieraniu ludziom prawa do prywatności. Nie popieram inwigilacji – cenię prywatność nie tylko swoją, ale także użytkowników programów, których jestem autorką. Ponieważ nie zgadzam się z umową licencyjną Windows 10, nie zamierzam go kupić, ani instalować. Co za tym idzie nie mogę przetestować zgodności programu LeoShell z systemem operacyjnym Windows 10, ani rozwijać go dla tego systemu operacyjnego.

Windows 10 śledzi mnie, zabiera mi prywatność – co robić, jak żyć?

Istnieją inne systemy operacyjne, dające użytkownikowi prywatność. Są darmowe i posiadają otwarty kod źródłowy. Są to różne dystrybucje Linuxa – m.in. Xubuntu, SUSE. Te 2 wymienione są to w miarę przyjazne dystrybucje systemu Linux dla początkującego użytkownika.

Jeżeli czytasz ten artykuł będąc jednocześnie programistą – możesz pomóc w rozwijaniu darmowego, otwartego systemu operacyjnego ReactOS, który z założenia w wersji stabilnej ma być alternatywą dla Windows. Ponieważ system jest otwarty, ze znanym kodem źródłowym, każda szkodliwa zmiana (np. wykradająca prywatne dane) może zostać z kodu usunięta po przeprowadzonym audycie bezpieczeństwa lub zauważonej dziwnej aktywności.

Jeżeli powstanie stabilna wersja systemu ReactOS – powłoka LeoShell będzie prawdopodobnie pod niego rozwijana.

Czy tylko Windows 10 śledzi użytkownika?

Nie. Praktyka ta może (ale nie musi) być stosowana przez każdy system operacyjny i program, którego chociaż część jest zamknięta (bez tzw. kodu źródłowego).
Aby dowiedzieć się więcej, po co różne firmy śledzą użytkownika (i czy tylko firmy) zapraszam do lektury Fundacji Panoptykon oraz Niebezpiecznika. Sytuacje dotyczące odbierania prywatności, niezgodności ustaw i rozporządzeń z konstytucją nie są wymysłem schizofrenika – to jest rzeczywistość, niestety bardzo przykra.

Czy tylko polityka prywatności Windows 10 jest problemem?

Nie tylko, jest jednak głównym problemem. Inna zauważona nieprawidłowość to odebranie użytkownikowi prawa do decydowania o sposobie działania systemu Windows. W wersji Home użytkownik nie będzie mógł decydować o wyłączeniu aktualizacji lub ich «ukrywaniu» – jeżeli nie chce instalować konkretnej aktualizacji. W wersji Enterprise odwlekać instalację aktualizacji można tylko przez 8 miesięcy.

Moim zdaniem, skoro kupuję system operacyjny, który nie jest darmowy – powinnam mieć pełne prawo decydowania o nim, czyli być w pełni jego administratorem. Jeżeli nie mogę decydować o wyłączaniu aktualizacji (tzw. ukrywanie aktualizacji), to nie mogę czuć się komfortowo jako administrator własnego komputera.